odpruł się od płaszcza wczoraj
albo i tydzień temu
czas ma inne miary dla rzeczy zgubionych
leży pod stołem o chwiejnej równowadze
drżącym całym światem gdy się człowiek oprze
ma cztery dziurki jak okna
w opuszczonym domu
przez które wiatr nie potrafi już gwizdać
przeplatany kiedyś nitką
mocną jak obietnica
że nic nas nie rozdzieli aż do pierwszego prania
teraz jest sam
mały okrągły kawałek niczyjego losu
świadectwo że coś było a teraz się rozsypuje
jak moje słowa w naszej ostatniej kłótni
podniosę go zaraz
schowam do kieszeni obok biletu
który stracił ważność i okrucha chleba
na wszelki wypadek
bo nigdy nie wiadomo
kiedy znów będzie trzeba coś naprędce zapiąć
przymknąć oko na chłód
i udawać że wszystko jeszcze trzyma się jak dawniej