moje marzenia nie mają adresu
przychodzą pieszo siadają na schodach
jedno jest wysokie i nosi stary płaszcz
drugie małe z kolanami otartymi od wiatru
nie proszą o herbatę niczego nie chcą
patrzą tylko jak krzątam się po kuchni
jak mylę sól z cukrem a list wkładam
do koperty z wczorajszym rachunkiem
są ciche niewiarygodnie cierpliwe
jakby przymierzały się do mojego życia
i sprawdzały z uwagą czy będą pasować
kiedy mnie już w nim zabraknie