para na szybach
zbiera się od środka
jakby to co ważne
nie miało już wyjścia
wchodzą kolejni
wnoszą śnieg
wilgoć
i czas
który nie wraca
nikt nie pyta dokąd
sprawdza się tylko
czy ktoś jeszcze prowadzi
jedni stoją na końcu
inni siedzą na początku
bilet traci ważność
bez ostrzeżenia
grzejniki pracują nierówno
chłód i gorąco
krążą po plecach
jak pamięć
ktoś liczy przystanki
pierwszy drugi trzeci
niczym stopnie
w ciemnej klatce
bez wyjścia
na szybie zostają ślady
po czołach i dłoniach
znikają
zanim zdążą stać się czyjeś
drzwi otwierają się
często za wcześnie
czasem za późno
ktoś wysiada
zostawia po sobie ciepło
którego już
nie potrafimy oddać
autobus jedzie dalej
pełny
choć ludzi ubywa