na ulicy wojska polskiego
głowa to towar deficytowy
ledwo ktoś skręci w bramę
nieśmiały
zarośnięty
już czuje na karku
cztery pary nożyczek
szczękających w powietrzu
jak głodne bociany
z lewej
biały salon
pachnący spirytusem i ciszą
z prawej
tapety ciężkie od złota
i lustra
które powiększają twarz
kawałek dalej
barbershop
gdzie broda ma status projektu
mężczyzna siedzi w fotelu
jak w konsultacji z własnym zarostem
ja krążę
po jednej i po drugiej stronie ściany
cieńszej od włosa
każdy ma swój ręcznik
swój lakier
swój sposób prowadzenia nożyczek
tuż nad chodnikiem wisi
jedno pytanie
czy ten pan
który właśnie idzie
skręci
czy zatrzyma go szyld
czy przypadek
na jednym dębie
cztery dzięcioły
każdy pewny
że kornik
do niego
przyznam
idź do innego