czasem żyję
odsunięty od środka
o cienką warstwę
nie widać tego
na twarzy
twarz potrafi stać równo
gdy człowiek
schodzi w sobie
piętro niżej
pod skórą
zostaje miejsce
po mnie
mówię poprawnie
aż obcy głos
zalega w gardle
jak pestka
połknięta wbrew ustom
najtrudniej
nie pomylić życia
z ruchem
podnoszę coś z podłogi
a ręka
wraca pierwsza
zamykam drzwi
i jeszcze chwilę
stoję tam
skąd miałem wyjść
wieczorem
siadam ostrożnie
nie ze spokoju
ze strachu
że mocniejszy gest
przesunie mnie
poza ciało
życie
nie zabiera człowieka naraz
najpierw uczy go
działać bez skargi
aż zostaje ktoś
bardzo podobny
tylko trudniejszy
do zamieszkania