burza weszła nagle
miasto skuliło ramiona
pod reklamą kebabu
autobus stanął przy krawężniku
z zaparowanym pyskiem
drzwi otworzyły się ciężko
wypuściły ludzi
i resztki ciepłego powietrza
pod daszkiem sklepu
obcy stali tak blisko
że każdy oddech
przestawał być własny
mężczyzna w garniturze
trzymał ziemniaki w mokrej reklamówce
kobieta przycisnęła chleb do piersi
jakby wynosiła go z pożaru
dziecko zamilkło
po białym błysku za kamienicą
przez chwilę
nikt nie umiał być osobno
deszcz bił po szybach
aż szyldy gasły
jeden po drugim
jakby miasto
mrugało
wspólnymi powiekami