Kategorie
Post

missa post humana

poezji już nie ma
zdemontowano sens
jak ołtarz po ostatniej mszy

kyrie sed nemo respondet
modlitwy działają w trybie offline
logi nie zapisują łaski

język wyzionął znaczenie
zostały fonemy
jak martwe owady w bursztynie

psalmy przerobiono na tokeny
wiersze stały się sygnałem
bez odbiorcy
bez pulsu
bez winy

gloria in excidio
święte księgi przeformatowane
z rozdziałami według wydajności

kości proroków
zmielone na modele predykcyjne
żaden ogień nie spadnie
żaden głos nie zmilknie

amen fractum
końce świata sklasyfikowano
jako błędy krytyczne
naprawa niewspierana

poezja nie zanikła
poezja nie zginęła
poezja nie śni o zmartwychwstaniu

została usunięta
jak plik systemowy
0 1
amen

Kategorie
Post

śnieg na moich błędach

zima przyszła jak zwykle
bez zapowiedzi
czyli po tygodniu memów
„kiedy wreszcie będzie biało”
i jednym poważnym komunikacie
żeby nie wychodzić z domu
bo może spaść cały centymetr

przykryła wszystko równą ciszą
rachunki
listę rzeczy do zrobienia
i mój geniusz
którego dalej nikt nie znalazł
mimo że odśnieżam chodnik
do własnego charakteru

miałem się cieszyć
bo świat jest biały
jak świeża strona w zeszycie
której nie zapiszę
bo szkoda zepsuć

udaję bałwana
trzymam fason
choć ktoś zabrał marchew
mówiąc „ostatnia sztuka”
a ja nie mam w tym sezonie nosa
do ludzi

jeśli naprawdę
najwięcej śmiechu jest z własnych potknięć
to śnieg robi za materac
żeby można było wracać do domu
z godnością
przynajmniej do pierwszych roztopów

Kategorie
Post

ziarno

w porannym świetle
przesuwam dłonią po stole
zbieram pokruszoną młodość
niektóre ziarna wciąż ciepłe
inne tak wątłe
że nikną pod spojrzeniem

unoszę jedno
czuję jak drży
pamięta słowa
które milczą we mnie
a gęstnieją w oddechu

reszta leży nieruchomo
zapada w pustej dłoni
gdzie pamięć wraca szeptem

idę przez dzień ostrożnie
by nie rozsypać żadnej cząstki
choć wiem
że nigdzie nie jest bezpiecznie

tylko źdźbło niżej żeber
bije cicho
nie domaga się powrotu
bo znalazło dom

Kategorie
Post

puste gardło ziemi

idę po polu
które pamięta więcej niż moje ciało
ziemia cofa się pod stopami
jakby chciała wyrzucić mnie z siebie
nie przyjąć ani kropli

wiem że jestem tu obcy
przyszedłem tylko po jedno słowo
ale ono zawisło w powietrzu
i wcale nie chce spaść
trzyma się kurczowo
kiedy dotykam skorupy

czuję jak coś przesuwa się głębiej
niepokój rośnie we mnie
ostry jak trzask łamanej gałęzi
nic nie odpowiada
cisza wbija się w gardło
aż nagle ciężko oddychać

chcę powiedzieć prawdę
ale ucieka
rozpływa się w pustce
zostawia mnie samego
z wyrastającym ciężarem
jak kołnierz bezpieczeństwa

wtedy pojmuję
że życie nie czeka
wciąż zabiera
po kawałku
aż zostaje mrok
w środku dnia
i ten jeden krok
do zrobienia

Kategorie
Post

dziesięć

mogłoby być
pierwszym grzechem liczby
gdyby nie zero które czeka jak osąd
mogłoby być
pełnią ale pełnia jest kulą
a ono stoi jak kartonowa wieża na wietrze

więc zostaje tym czym jest
dwoma znakami trzymającymi się razem
jeden udaje strażnika
drugi drży bo zaraz runie

razem tworzą próg
który jedni mijają z westchnieniem
a inni z niedowierzaniem
że właśnie tutaj kończy się odwaga

dziesięć
sekunda wskazująca objawienie
choć nigdy nim nie będzie

dziesięć
oddech wciąga wszystkie strony
i zaciska się w gardle
mimo że serce szarpie do przodu

a obietnice rosną w ciszy
jakby każda chciała przebić ciemność

choć prawda przychodzi tylko raz
kiedy połknęło się dziesięć słów
i każde było gorzkie

Kategorie
Post

pocałunki na przeczekanie

mówię ci
że świat jest dziś za ciasny
żeby w nim gubić siebie po kątach

więc chodź
pójdziemy pod lampę
pamięta więcej miłości niż my

zostawimy dłonie w jej żółtym świetle
jak dwa bilety
nigdy nieskasowane

a jeśli noc znów się potknie
o nasze milczenie
podniesiemy ją
śmiechem

i będziemy tak stać
na zachwianej chwili
nigdzie się nie spiesząc

bo wiesz
z niektórymi ludźmi
czas potrafi zostać na wieczność

Kategorie
Post

przyłożony do siebie

stoję przed sobą
jak przed drzwiami
które od lat nie chcą ustąpić
naciskam powoli
bo tylko tak mogę się sprawdzić

skóra skrzypi jak stary papier
ale jeszcze mnie trzyma
nadal przypomina
że jestem tu naprawdę

kiedy zamykam oczy
nie uciekam
tylko szukam miejsca
gdzie mogę wreszcie odetchnąć
swoimi płucami

a jeśli runę
nie podnoś mnie
chcę zobaczyć
czy potrafię wstać
bez żadnego światła

Kategorie
Post

przepływ codzienny

idę przez dzień jak przez wodę
nie mam sieci ani koła ratunkowego
tylko ręce
które czasem drżą
kiedy próbuję złapać to
co ucieka szybciej niż słowa

w kieszeni noszę zużytą chustkę
taką zwykłą
ale uczciwie wytartą o życie
bo tak wygląda moja praca
codzienne przesiewanie zdarzeń
żeby zostało choć jedno prawdziwe

patrzę na ludzi
jak na odbicia w szybie
każdy z nich przebija się dalej
a ja tylko stoję
i liczę w głowie błyski
by nie zdążyły stać się myślą

jestem facetem
staram się nie zgubić
nawet jeśli ziemia
zrobiła się miękka jak gaza

tylko czasem
kiedy świat zaczyna uciskać
przechodzi obok mnie świadomość
że wszystko jeszcze można
wyprasować dłonią

Kategorie
Post

próba istnienia

stoję w środku dnia
jak na ruchomym moście
między tym co odeszło
a tym co wciąż nie potrafi nadejść

powietrze drży
jakby samo nie wiedziało
czy warto być światłem
czy tylko oddechem po świetle

czas patrzy mi przez ramię
i nic nie podpowiada
bo wie
że odpowiedzi składa się samemu
z porozrzucanych części

jednak idę dalej
jakbym niósł w sobie zgodę
na to że gdzieś przede mną
ktoś zapalił lampę
i jeszcze czeka

Kategorie
Post

przejście przez gwiezdny chór

idę przez ciemność która trwa
poza początkiem i celem
w jej wnętrzu drzemie imię
od którego zaczęło się pragnienie

powietrze niesie pył dawnych bogów
ich milczenie wsiąka w skórę
twarde jak pierwszy głos skały
pragnącej stać się człowiekiem

jestem mężczyzną z prochu
przemierzam świątynię bez ołtarza
gdzie jedynym znakiem obecności
jest drżenie dalekiego światła
unoszące blask we mnie
jak ciche przyzwolenie na ruch

u stóp przewracają się mity
zużyte lecz wciąż żarzące
gilgameszowe dążenie do pełni
orfeuszowy krok zatrzymany w pół oddechu
każda opowieść stoi nad przepaścią
gotowa odmówić upadku

pochylam głowę
czas nie żąda mojego kształtu
przestrzeń nie domaga się imienia
wszystko przechodzi przez ciało
jakby znało mnie od zawsze

w bezimiennej ciszy
spływa łagodna obecność
z wygasłego słońca
biegnie przez jedno tchnienie
i nie chce niczego

wtedy wiem
że samo istnienie
jest ciężarem pozostającym
i łaską pozostającą