Na rękę wkładasz… dziurawą skarpetę,
tak fałszem szerzysz- teatrzyk pożycia.
Jak sito uczuć, wypalasz pragnienie,
gdy lalka płaczem, zasłonę zamyka.
Nie słuchasz, zdzierasz- szmacianą bieliznę,
już oczy obłęd, wskazują przekrwione.
Ja smrodem cierpię — odczuwam odrazę,
ból bierze ciało, zarzyna dotykiem.
Strachem zaszyta, milczenie przynoszę,
wygląd, razami… odcieniem zakryty.
(Widzisz? Skowyczę- błagalnym impulsem)
Pragnę bezradość właściwą okazać,
wszyscy zamilkli- pozorna ciemnota.
(Wracam ponownie- rzeźnika owieczka)
zdj. istockphoto.com
