dzisiaj świętego Józefa
bociany powróciły do gniazd
spoglądają przez zamglone okiennice
klekotem przypominają- czas zrobić pierwszą bruzdę
w zolniku pranie zaparzone ługiem
słoma jeszcze ciepła po nocnych harcach
Alina wyciągnęła chleb z pieca
ledwo co znak krzyża poczyniłem
łomotanie do drzwi zaburzyło spokój
zapewne sąsiady Drabikowie
dwie kukły z naostrzonymi kosami
przecież to jeszcze nie ta godzina
śmierć nadeszła niespodziewanie
ciemna jucha pokryła całą sień
dziś sąsiady przyszli mordować
„Myśmy się nie bali śmierci. Baliśmy się sposobu, w jaki umrzemy”.
Z książki „Wołyń zdradzony” – Piotr Zychowicz