na początku było piwo whisky i gin
wszelkie niebo dla zuchwałych podróżników
uwięzionych w orbitującej spoconej karczmie
gdzie wykrzywione twarze wyblakły odbiciem
uliczne nimfy w skąpych spódnicach
bezpruderyjne burdelowe kochanki
słodko-kwaśne obietnice bez jutra
zatopione kondomy w kieliszku wrażeń
po każdym głębokim łyku rześkie światy
szorstkim spojrzeniem wicher przelewa
„jesteś zgubiony” szepnął dym z cygara
bomba do góry konie w drugą stronę biegną
schorowane puste butelki duchem konają
płynę spokojnie w kasynie gorzkiego pianisty
w tańcu żetony pląsają niczym biała dama
na ślubnym kobiercu miałem dzisiaj stanąć
jutro jak w zapomnianym filmie
ponoć wczoraj grali
bilety sprzedane
nie tęsknię za nim
„Nałogowe chlanie ma jedną zaletę: nie miewa się zaparcia.”
Charles Bukowski, Szmira