Na szarym niebie biały ptak szybuje
zagubiony w historiach życiowych
stukotem przebiera myśli co kłos
potężnym bagażem uciska ramiona
W łagodnym rytmie żeglują poranki
wśród gości jestem cudnej przyrody
nierówno szeleszczą wysokie topole
efilacja pamięci ku zatraceniu zdąża
A przecież ogrom wartości życia
radami płynie z budki suflerskiej
My aktorzy w sidłach Schrödingera
szukamy nowego oddechu wartości
Nim śmierć wymierzy ostatni klaps
nim epitafium rozbłyśnie deformą
spójrz na stłamszone w tunelu światło
i w szare niebo poszybuj ponownie