ujrzałem liść w parku
swobodnie opadał z drzewa
pożółkłe emocje ukrywał
o dawnym pięknie
gdzie
wicher smagał nadzieją
kartka papieru wyrokiem
biała
choć frunę swobodnie
niczym blady skowronek
zostałem sam
wczoraj snem uciekło
i winy anielskie
świata w pieluchach
nikt już o mnie nie dba
dawno przestał słuchać