Za oknem wicher szarpie drzewami
a może to ludzie śpieszą
jakże podobnym cieniem wspierani
płyną cicho mglistą rzeką
Wczoraj biegałem życiem radosny
po kolorach mokrej tęczy
dzisiaj w ciemności zostałem nocy
jak męczennik piętnem tknięty
Nie doceniałem cudnych pejzaży
i choroby przyszłej nagle
na wózku siedzę przy szybie blady
widząc ledwie smugi szare
Tkwię w pożądaniu choć jednej chwili
aby spojrzeć w oczy jasne
odeszłaś cicho z darem wrażliwym
sercem czułym na obcasie