szum ulicy wkręca się w moje nerwy
chłodny wiatr przepływa przez ciało
w zapomnianym zaułku tkwię
jak kawałek rozbitego szkła
potencjalnie niebezpieczny
wypowiedziałem już wszystkie słowa
znikają chwiejnym krokiem
w gąszczu wygłodniałych zdań
w ustach marionetek
siejących jedyną słuszną prawdę
wciąż stoję na peronie złudzeń
i obserwuję pędzący pociąg
pełen uśmiechniętych klaunów
wbiłem się komuś w stopę
wymachuje z lustra w moją stronę
krzyczy odnajdę się
uciekam
całe życie potykam się o własne myśli
i gubię w trzeciej osobie liczby mnogiej