To coś, co zabija i gna już w nieznane.
Nikt nie chce przyznać, czy siedzę, czy leżę,
co za różnica, ja piszę poezję.
I piszę, bo mogę spoglądać w nieznane,
a znane ucieka jak pociąg… gdzieś dalej.
I dalej, dalej –
ja piszę poezję?
Zapomniałem
Miłość, kochanie pod powieką, pod okiem i między palcami
gdzie piasek przepływa- ziarnisty, czy grajek-
w nieudolnych cierpieniach rymuję znowu.
Zapomniałem
Cierpienia ad acta…
Kolejna kurtyna opadła ospale z chichotem rozespanego klauna,
on wie- to nie koniec wcale.
Już następni artyści ustawieni w rzędzie.
Do poezji-
do poezji!
Którędy- ja wiem, ja wszystko, ja wszędzie.
Którędy- na wprost, aby szybko, po drodze,
tylko niekrętej co słowo gdzieś łamie.
Biegłem najszybciej, jak umiem, jak mogę, by pisać wersety,
strofy i resztę.
Piszę, stojąc w przeklętej kolejce, patrząc jak płoną wersy sąsiada.
To wielka przyjemność jak rym do rymu płonie.
Zapomniałem
On to spisze ponownie.
Wiersz z klocków Lego,
nagrody i wieniec.
Nie zdołam niestety spalić wszystkiego.