Dwie tabletki z krzyżykiem i sześć na niepicie,
równo rozłożone na stoliku. Dwie różowe.
Na co są w tym kolorze?
Nie wiem i pochłaniam pełną garścią wszystko
z kształtami ulic- to imiona zapomnianych bohaterów
w pędzącym tramwaju spóźnionych do pracy.
Praca to tylko chwilowy odpoczynek
od umierania- wytrzymam.
Wszystko teraz nabiera taki słodki posmak.
Ulica, ta ulica jakby miała własną duszę,
pulsuje życiem i tęsknotą.
Ponownie jestem w niebie.
Idę zaciągając się papierosem, który pali się jak zemsta.
W mrocznym kącie brudnego baru,
gdzie światło jest tylko złudzeniem,
siedzą ludzie, których zjadło życie
i zostawiło na dnie butelki.
Piwo jest tanie, a prawdy drogie, opowiadam historie,
które brzmią jak blues – o kobietach, które kochałem-
Sabrina, Jessica, Sandra- no powiedz to
– zabarwione kasą dziwki?
W mordę dostaniesz, poczekaj chwilę.
Stary barman z wąsem czarnym na lakier
polał ostatnią szklankę gorzkich wspomnień.
Kolejny dzień,
tabletki z krzyżykiem plus te na niepicie.
Znów migocze światło.