stoję w kuchni przy włączonym świetle
boję się ciemności w lodówce
odkładam ręce na blat patrzę
jak mleko spływa na podłogę
powtarzam wszystko jest w porządku
nie pamiętam kiedy ostatnio spałem
czy dzwoniłem do ciebie czy milczałem
jak pralka w nocy pusta i cicha
papieros dogasa na stole
(myśli kolebią się na boki)
zgaśnie sam czy po mnie
– ktoś włącza muzykę
słyszę jedynie wiatr za ścianą
jakby wiedział więcej o tym
czego nie chcę pamiętać
osiedle zapada w sen
światła gasną w oknach
zostaję sam w miejscu gdzie
mrok wypowiada moje imię
jest za późno na kawę
wylewam wodę z czajnika
czasem trzeba coś zrobić
żeby znowu było cicho
światło drży coraz słabiej
ciemność skrywa mnie inaczej
i nie wiem kim teraz jestem
już nie wiem czy wciąż istnieję
czy tylko czekam aż zgasnę