z piwnicy wnoszę karton
podpisany „ozdoby” –
wewnątrz sztuczne gałązki
bombki z odpryskami czasu
i łańcuch prawie ze złota
choinka pachnie plastikiem
lecz światła migoczą jak dawniej
sąsiadka zza ściany wiesza lampki
na balkonie –
kot leniwie rozciąga pręgi
piernik z foremki smakuje idealnie
doskonały przepis z internetu
na stole biały obrus
pod nim kilka rachunków do opłacenia
(tradycja tak wymaga)
w kącie pokoju
stoją buty taty –
od lat nienoszone
choć wciąż wypastowane na święta
jakby ktoś miał wrócić
telewizja ponownie nie zawiodła
„Kevin sam w domu”
i przez chwilę czuję się jak dziecko –
bez hipoteki na 30 lat
z nadzieją na wieczną radość