miłość to nie gołębie na rynku
dziobiące okruchy dnia powszedniego
to raczej cisza między półkami
jakby świat wstrzymał oddech
gdy zabrakło twojego ulubionego tuszu do rzęs
mówiłaś serce to namiętna sprężyna
przy tobie wierzga jak byk na rodeo
trzymam je na smyczy z babiego lata
lecz każda nić łatwo pęka w drobnych dłoniach
kocham cię jak aromat kawy
co drażni zmysły nim sparzy język
albo serial oglądany po kryjomu w samotności
czasem miłość pachnie obiadem
świeżo pokrojonym tymiankiem
często jednak przypalamy patelnię
rzucamy słowa na gorący olej
i modlimy się by nie spalić uczuć
przyjemnie łapiesz mnie za słowa
by nie przywarły zaczerwienione nieśmiałością
lecz ironii mi nie wyrwiesz
to zakorzeniony kwiat
co pozwala nam kwitnąć w szarej codzienności