półmrok osiada na stole jak kurz na wspomnieniach
jabłka rozsypane jakby ktoś przerwał scenę w połowie
zegar liczy sekundy nie wierząc w zmianę
portret przodka zbyt srogi by patrzeć obojętnie
pęknięcie w lustrze – rysa między wtedy a teraz
filiżanka trzyma fason – choć każdy dźwięk może ją roztrzaskać
wszystko drga w zawieszeniu – niepewne swojego finału
zegar znudzony odwraca wskazówki jak oczy
a jabłko – pierwszy rekwizyt historii – znów się toczy
zawsze spada obdarte ze złudzeń