to miał być zwykły marsz po chleb
nic podobnego do skrzydeł w locie
chodnik pełen spraw
szeleszczących jak gazety
rozchylone na ostatniej stronie
przypadkowy kot przeciął mi drogę
jego ogon pisał wers bez puenty
sprzedawca w kiosku wzruszył ramionami
człowiek który przeczytał już wszystko
pomyślałem — świat trwa spokojnie
nie chwieje się od drobiazgów
a jednak gdy wracałem
liść oderwał się od gałęzi
i spadał w sposób
którego nie dało się zlekceważyć