nie odpisuję bo co miałbym napisać
że jem byle co i śpię byle gdzie
że czasem budzę się w cudzym łóżku
bardziej martwy niż w snach o dzieciństwie
twoje ręce pachniały chlebem
moje – tytoniem i strachem
że jeśli wrócę to przywita mnie cisza
chodzę ulicami które nikogo nie pamiętają
widzę twarze – a wszystkie rozmazane
jakbym patrzył przez szybę oblizaną deszczem
nie pytaj czy dobrze mi tu gdzie jestem
nie ma już „tu” jest tylko „gdzieś”
i zgniłe resztki po człowieku
kiedy przestaje być synem
gdy wrócę jeśli wrócę
będę milczał tak głośno
aż usłyszysz każdy mój błąd