w mrocznym pokoju
pusta butelka dotyka ściany
jak język spierzchniętej tęsknoty
na parapecie gromadzą się oddechy
okno otwarte na pół świata
i na pół nieprzespanej nocy
przeglądam się w lustrze
rozbita twarz jest bardziej moja
kiedy pęka od spojrzenia
i wylewa się z niej milczenie
papieros dogasa jak ostatnia myśl
nienakręcony zegarek tyka równo
każda sekunda to rana
każda rana to imię
którego nie odważę się wymówić
w kieszeni noszę klucz
do nieistniejących drzwi
choć zawsze otwierają coś we mnie