kawa stygnie w kubku z mgłą
kalendarz rozdarty na „było”
cień na ścianie szepcze: „nic nie wiesz”
a ja – wiersz piszę na litość
daj mi duszę na opak
niech deszcz płacze w środku lata
niech tramwaj zgubi rozkład
a miłość – niech o nic nie pyta
w szufladzie listy z imionami
jak ptaki z połamanym skrzydłem
czasem śmieję się w próżnię – tak
aby dźwięk się rozmył
sznur świateł pełznie ulicą
noc jak gazeta z wczorajszą datą
w kieszeni grosz – i uśmiech losu
a w oknie – sen obdarty z szaty
daj mi duszę na opak
niech gwiazdy tańczą na ziemi
niech łzy będą słone a chleb gorzki
niech prawda gubi się w niewyraźnym
i niech tak będzie – na opak
na wspak na przekór na zakład
że choć wiersz brzmi jak pożegnanie
ja wciąż uśmiecham się… pod wiatr