Kategorie
Post

Herbaciarnia o piątej po południu

Parująca czarka stawia na stole słońce —
pomarańczowe, rozproszone w kręgach dymu.
W jej wnętrzu pływają liście jak złote rybki
unoszone barwnymi wspomnieniami.

Cynamon układa się w koronkę na powierzchni
a miód spływa po łyżeczce leniwie
jak światło zsuwające z desek stodoły
gdzie kiedyś bawiłem się w chowanego.

W kącie piecyk oddycha żarzącymi węglami
w jego blasku drewniana ławka opowiada
o dłoniach, które rzeźbiły w sękach melodię.
Nawet ściany pachną tu chlebem
upieczonym z mąki i milczenia.

Za oknem śnieg szyje całun dla ogrodu,
ale tutaj ciepło splata się w kłębek —
owija się wokół kostek, wpełza pod rękawy
głaszcze włosy zapachem wanilii
skąpanej w mleku.

Gdy odwracam głowę, herbata zmienia kolor:
teraz jest bursztynem, który przechowuje
odgłos kroków matki
na drewnianych schodach z dzieciństwa.

Wypijam ją powoli —
na dnie zostaje słodki uśmiech
i pestka granatu świecąca
jak latarnia w lodowatym zmierzchu.