Kategorie
Post

Elegia dla Atlasa, który upuścił niebo

niebo pękło jak epileptyczne lustro —
a my dzieci z dłońmi pełnymi szkła
ssiemy cukier z ran księżyca
tańczymy walca na muszlach martwych oceanów

słoneczniki chylą się ku ziemi
szepcząc prochem staniemy się wargami robaków
lecz korzenie pną się w górę
piją deszcz z ołowiu i wrzasku

wiesz czas to tylko szyderczy szewc
łatający dusze nićmi z błyskawic

nocą śpię z uchem przy ziemi
słyszę jak gwiazdy rdzewieją w gardle boga

a ty
ty uczysz mnie oddychać w wodzie
gdzie płoną biblioteki

wiatr przynosi mi twoje listy
każde słowo to czarna róża
rozkwitająca w płucach
kolcami ryjąca apokaliptyczny alfabet

o północy widziałem
jak mój cień odkleja się od stóp
i idzie w stronę lasu
gdzie posągi szepczą wspak
imiona których nigdy nie było

a jednak
gdy światło umiera jak zwierzę w potrzasku
śmieję się szeptem
bo nawet pustka ma swój smak
gorzki jak pierwszy oddech
słodki jak ostatni grzech