Kategorie
Post

Krew ziemi

Pietrkowi matka z grobu szeptała:
„Niech korzeń w serce ci wrośnie,
niech chleb w pół słowa się łamie,
a deszcz napoi cię niepokojem”.

On łopatą wgniatał w bruzdy
kruche szkielety kartofli.
Niebo pękło jak garnek,
wylało smutek z gwiazd i popiół.

W studni święta woda skisła,
w kościele Pan Bóg odwrócił twarz.
Pietrek modli się na kamieniu,
który ziemia wypluła krwawym znakiem.

Włosy ma z perzu i rdzy,
dłonie – dwa toporki świtu.
Żona w garnku łzy warzy,
gdyż dziecko zrodziło się bez krzyku.

Nocą chłop w polu klęczy,
słyszy, jak zboże w nim rośnie.
„To nie ja żyję” – szepce do miedzy –
„To we mnie umiera coś po mnie”.

O świcie, gdy kury pieją
pianiem zardzewiałym od głodu,
wynosi na moczary swój ból
w zawiniątku z łyka i powrozów.

Zostawia go tam, gdzie rzeka
wężem wijąc się pości.
„Niech inni znajdą, niech jedzą” –
klnie i żegna się trzy razy strachu pomny.

Pietrek zostaje. Wie, że korzeń,
który w sercu wzrastał,
nigdy nie pozwoli mu odejść.
Ziemia go trzyma –
jak matka i puścić nie może.