babcia zawsze siadała przy oknie
łokieć na parapecie
oczy zatopione w ulicy
lśniły wieczną młodością
patrzyła
jak chłopak w niebieskiej kurtce
codziennie o czternastej
rzuca kamieniem w latarnię
jakby chciał coś obudzić
mówiła że wszystko widać
jak ktoś biegnie
jak ktoś wraca
po raz pierwszy otwiera furtkę
lub zamyka ją na zawsze
kiedy babcię zabrali
krzesło przy oknie stało puste
latarnia nadal drżała na wietrze
lecz nikt już nie liczył uderzeń