Kategorie
Post

Między superpozycją a nicością

Nasączasz się światłem jak gąbka zatopiona w źrenicach Obłoku Oorta —
ja liczę twoje oddechy na abakusie z lodowego szkła
gdy każdy koralik to zamarznięta sekunda.
Byłaś chmurą prawdopodobieństw:
nawet łzy dzieliły się na struny, spływały dwoma ścieżkami naraz
w każdym wszechświecie inną geometrią bólu.

Mówiłaś: „Jeśli rozłożę dłonie na osi czasu
czy dotknę nieba w przeszłości i płomienia w przyszłości?”
Teraz leżysz w superpozycji —
twoje ciało to interferometr rozbity na strzępy teorii
serce: pulsar, który migotał alfabetem samotności.

Próbuję cię opłakać, lecz żałoba ma dziury jak ser szwajcarski.
W jednej gubi się sokół, w drugiej śmieją się dzieci
z równoległych podwórek, gdzie czas
był towarem deficytowym, a ty rozdawałaś go
jak ulotki z napisem „jutro już nie przyjdę”.

Zostawiłaś mi w spadku:
— naczynie z próżnią (w środku krzyk ściśnięty w kryształ przy -273°C)
— mapę blizn rysowaną światłem rozpadającej się Gwiazdy Podwójnej
— jedno zdanie wypalone w rdzeniu czaszki:
„Miłość to tunel, przez który ucieka światło —
czy po drugiej stronie ktoś jeszcze zbiera fotony w dłonie?”

O północy twoje atomy roztańczyły się w korowodzie rozpadów
a ja zrozumiałam, że całe życie
byliśmy tylko kolizją
dwóch cząstek-widm —
iskrą
w labiryncie
który istniał
tyle, ile trwa mrugnięcie czarnej dziury.