powietrze między nami jest jak szkło
przezroczyście ostre na krawędziach
patrzymy na siebie
już bez dotykania wzrokiem
wczoraj twoje słowa były zagęszczone rtęcią
spływały ciężkie lepko osiadając w żyłach
dzisiaj są tylko szelestem
pod drzwiami
nigdy nie było wielkiego wybuchu
tylko ciche przesunięcia
powolne pęknięcia między słowami
aż w końcu przecinki umilkły
i wtedy zrozumiałem:
cisza nie rzuca cienia —
jest nim