Nigdy nie było troskliwej rozmowy
jedynie cięgi ból niosły ogromny
i słowo kocham cuchnące gorzałą.
Rano wieczorem dudniło tak samo-
poczucie winy powoli krwią broczy.
Z dala patrzyłem jak znikają ściany
serce krzyczało- zostanie bezkarny.
Noc mnie zabrała daleko bez pytań
rany milczały choć dusza srebrzysta
straciła piękno i w złą stronę patrzy.
Pragnąłem uciec do świata jasności
gdzie nie uchwycą już ludzie podobni.
Dzisiaj rozumiem niesiony pewnością
że do wszystkiego potrzeba dorosnąć.
Biegnij syneczku — tatuś cię dogoni.