na rogu ulicy
której nikt nie pamięta
stoi sklep z sylwetkami
są tu ślady ludzi
zgubione w pośpiechu
odbicia zwierząt
wciąż merdające ogonem
choć już dawno zasnęły
za ladą sprzedawca w rękawiczkach
składa zwiewne warstwy nocy
odcina kawałki zmierzchu na miarę
dopasowuje do wzrostu i wagi
niektóre mają wgniecenia
po miejscach gdzie stała miłość
inne są krótsze
bo ktoś nauczył się bać
sprzedawca nigdy nie mówi za dużo
tylko podaje pakunek
i zanim zdążysz spytać
czyj cień właśnie kupiłeś
drzwi zamykają się same