światło w łazience naprzeciwko
migocze jakby ktoś się wahał
myć twarz czy zniknąć
na balkonie ktoś pali
ręka trzyma papierosa z tą czułością
jakiej nie ma już w dotykaniu ludzi
windy w trzewiach bloków
jeżdżą jak myśli – bez celu
tylko z napięciem
na ścianie kuchni — cień anteny
porusza się jak metronom
który nigdy nie wybije godziny powrotu
z ósmego piętra
miasto wygląda jak dziecko
któremu nikt nie wyłączył bajki przed snem
i tylko księżyc
jak żarówka w pustym pokoju
świeci komuś
kto nie przyszedł