wypuściła liście z kieszeni
bez planu bez mapy
odgarnęła chłód na bok
niczym splątane włosy
przysiadła na progu ogrodu
i zaczęła pleść wianki z wiatru
gdy nikt nie patrzył
całowała pąki drzew
aż się rumieniły
słońce przycięła na miarę
dla wróbli i rannych tulipanów
a trawa jak dziecko po karze
zaczęła mówić zielenią
wiosna –
nie kobieta
nie dziewczyna
ale coś pomiędzy
gdy ziemia zaczyna drżeć