przyjechali rano –
kaski na głowach piły w dłoniach
pewność w ruchach
drzewo nie miało wyboru
sąsiadka mówi że to zdrowo
drzewo potrzebuje cięcia
jak człowiek rozmowy
ja nie jestem taki pewien
odcinali po kolei
gałąź sięgającą balkonów
gałąź dającą cień
gałąź na której siadał wróbel
został pień –
niby ten sam ale martwy
wieczorem znalazłem
na parapecie liść
– zielony żywy
niepoinformowany
o zmianie planów