wchodzę między drzewa
gdzie jabłka gniją na ziemi
jak rozdarte kieszenie lata
w których zostało tylko światło
gałęzie łamią się pod ciężarem
a ja zamykam oczy
gdy mrówki kradną
ostatni cukier
wiatr
ten sam co przed laty
gdy sad jeszcze pachniał nadzieją
przewraca jabłko na drugi bok
milczenia
nagle
podnosi głowę jeleń
i patrzy przeze mnie
jak przez szybę w muzeum
gdzie eksponaty wciąż czekają
na czyjeś zdziwienie
wtedy
zrozumiałem
to nie sad jest opuszczony –
to ja
ostatnie jabłko
które boi się spaść