podlewam go ostrożnie
jakby w każdej kropli
czaiła się rewolucja
przesuwam na parapet
żeby mógł patrzeć w okno —
na sąsiada z gazetą
gołębia mylącego dach z oceanem
nie pytam
czy marzy o dżungli
czy pamięta trzask deszczu
na liściach większych od dłoni
może woli tu —
z widokiem na kuchnię
gdzie herbata stygnie powoli
a ktoś próbuje przypomnieć sobie
najważniejsze słowo z dzieciństwa
gdy więdnie
robi to w ciszy
jakby nie chciał przeszkadzać
nie mam serca go wyrzucić
może nauczył się więcej
o cierpliwości
niż ja przez całe życie