najpierw — dwa palce w dłoni matki
świat wtedy ma wysokość kolan i pachnie mlekiem
potem — kilka kroków w stronę szafy
która udaje Himalaje
i dywanu znającego wszystkie upadki na pamięć
w szkole mówią o krokach milowych
ale nikt nie uczy że najtrudniejsze są te
z kuchni do łóżka po kłótni
albo z progu do nieśmiałego „przepraszam”
chodzić — znaczy wybierać
na prawo w stronę zgody
na lewo ku samotności
albo w kółko żeby się zmęczyć i zasnąć szybciej
najłatwiej iść przed siebie
gdy wiatr udaje sprzymierzeńca
a najbardziej boli ten moment
gdy wracasz do punktu wyjścia
i widzisz że buty wciąż za duże
na wczorajsze marzenia
na końcu — krok w nieznane
ten ostatni nigdy nie trafia do albumów
i nikt nie bije mu brawa