taki zwykły
niczym stary zniszczony dywan
w pokoju
do którego nikt nie wchodzi
a jednak tam jest
jak powietrze pachnące tym samym
co wczoraj i przedwczoraj
dzień powszedni ma w sobie
ciężar minionych godzin
ciszę z oczami na zapałki
chwilę w której wszystko
staje się przewidywalne
a zegarki
zamiast mierzyć
tłuką w chwilowe ściany
jakby chciały się wydostać
wtedy świat
wyostrza krawędzie a kolory
stają się jaskrawe do bólu
bo nie ma nikogo
z kim można by je dzielić
ani nikogo kto mógłby
nadać im sens
dzień powszedni to coś
co rośnie w nas
jak fala powracająca
wciąż na ten sam brzeg
choćbyśmy szli
ze zmęczeniem w nogach
aż po horyzont
na końcu drogi
stoimy w tym samym miejscu
trzymając na rękach
dzień powszedni