w mojej kieszeni
klucz bez adresu
zimny poranek
metalowa zgłoska
nie mam dla niego zamka
on bez mojego podpisu
nie wiem czy pasuje
do piwnicy pachnącej wilgocią
gdzie w słoikach gniją lata
czy do szkatułki
z winą w oddechu
byłem chłopcem
z kluczem na szyi
teraz szyja bez klucza
przypadek moim ślusarzem
patrzy jak próbuję
niepewnych zamków
przymierzam blizny
ważę milczenie
drzazgę w gardle
kieszeń na ciche odmowy
nie wiem czy klucz
otwiera świat
czy mnie na świat
gdy trafiam na uległość
otwartość rozbłyska we mnie
zamki dookoła niewzruszone
wystarczy skóra
której nie chcą żadne drzwi