w kącie sali syczy obudzona chmura
a łyżeczki uderzają o porcelanę jak drobne dzwonki
przy sąsiednim stoliku ktoś śmieje się cicho
ktoś inny notuje w kalendarzu
ostatni ciepły dzień
zapach przypraw miesza się z wilgocią
wniesioną na butach z brukowanej ulicy
lampy nad głowami ocieplają twarze
tworząc krąg niczym przy ognisku
tylko zamiast drewna
tańczą aromatyczne nuty
kawa paruje
jakby opowiadała historię
o liściach przyklejonych do szyby
o kroplach deszczu wystukujących rytm
na dnie zostaje mapa
linia bez wyraźnego celu
choć zawsze prowadzi do mnie