trzech arlekinów siedzi w ławce
każdy ma twarz z innego dnia
pierwszy śmieje się z przyzwyczajenia
drugi słucha choć nie słyszy
trzeci porusza tylko ustami
z ołtarza spada światło
osiada na butach
ministrant gubi dzwonek
– nikt nie spojrzał w górę
pierwszy się waha przy znaku pokoju
drugi wstaje za wcześnie
trzeci zastyga w ciszy
dłonie układają triolę
na jeden zbyt szybki gest
by nadążyć za cudzym rytmem
gdy chór zaczyna amen
milczą w trzech tonacjach
i wychodzą
w różnych kierunkach
została wciąż ciepła ławka
jakby ktoś jeszcze wierzył