idę przez osiedle
cienie drzew układają się w drogę
nieprawdziwą a jednak znajomą
w kieszeni trzymam ciepło
które zostało po rozmowie
i próbuję je ocalić
przed chłodnym wieczorem
idę powoli
jakbym niósł własny głos
żeby go nie zgubić
wtedy widzę w oknie ruch
delikatny jak dotknięcie światła
i myślę że tak właśnie
zaczyna się spokój
wracam do domu
bez odpowiedzi
ale z poczuciem
że wystarczyło zapytać