to nie są strofy
to okłady
zimne lepkie
kładzione na miejsca
gdzie skóra jest zbyt cienka
żeby utrzymać krew
pisanie nie jest lotem
to pełzanie
w stronę światła
będącego zwykłą żarówką
w publicznej toalecie
brudną
mrugającą
wiersz nie powstaje z nadmiaru
rodzi się z ubytku
z tego że rano
znowu nie doliczyłem siebie
biorę więc ten brak
krzywy kręgosłup
i prostuję go na papierze
operacja bez znieczulenia
tępym ołówkiem
w rytmie kaszlu
który nie chce przejść
sztuka to izolatka
gdzie pacjenci
wypisują sobie recepty
każda metafora
to pigułka do przełknięcia
żeby nie zwymiotować dnia
nie wypytuj o piękno
szukaj diagnozy
jesteśmy chorzy
na wszystko
czego nie umiemy przeżyć
czytelnicy
stoją pod oknem lazaretu
i klaszczą
bo ładnie nam wychodzi zdychanie
profesjonalne gnicie
kunsztowne rozpływanie w literach
wyleczony poeta
to martwy poeta
więc piszę dalej
żeby
jeszcze chwilę
bolało