leżę nisko
jak rzecz odłożona na później
pokój nie ma środka
jest tylko obwód
po którym krąży oddech
ściany nie pytają
wiedzą za dużo
noc siada przy mnie
bez twarzy
nie musi się przedstawiać
dzieciństwo wraca nagle
nie obrazem
lecz sokiem malinowym
matka była ciszą
ojciec godziną
która nie przyszła
zostałem
w czasie
bez miejsca na domknięcie
życie nie idzie naprzód
przygląda się
prowadzi mnie do drzwi
których nie dotykałem
i każe sprawdzać
czy nadal jest za nimi
piszę nocą
żeby nie być sam
słowa nie ratują
ale zostają
jak ciepło
po kimś
kto wstał
jeśli istnieje wyjście
nie ma światła
jest zgoda
zostać
i oddychać
bez obietnic