w markecie od rana
choinki pchają wózki
grudzień na plusie
siedem stopni i deszcz
ludziom mokną kurtki
jakby niebo postanowiło
obalić zimę
a sąsiad z dołu
przyniósł palmę
zamówił ją na temu
za grosze
mówi że to bardziej światowe
mniej kłuje i nie sypie igliwiem
patrzę na swoje mieszkanie
jak na przystanek
świąt w zawieszeniu
choinka pachnie igłą
a palma plastikiem
choć w tym wszystkim
trzeba jeszcze znaleźć siebie
na chwilę przed wigilijną kolacją
pytam — co wolisz
gałązki tradycji
czy liście jutra
nikt nie odpowiada
jest cicho
aż do pierwszej kolędy
z telewizora
wtedy wiem
że chodzi tylko o światło
nie o drzewo
ani o to co modne
tylko tę chwilę
gdy cienie drżą
i wstaje pierwsza gwiazdka