mogło nas nie być wcale
albo powstać w brudnopisie
ja jako paproć w eocenie
ty jako iskra znikająca zbyt szybko
ewolucja wielka krawcowa
miała tyle ścinków pod ręką
tymczasem siedzimy naprzeciw siebie
ja mam dłonie które nie znają skrzydeł
ty masz wzrok który zapomina granic
oboje udajemy
że tak ma być
nic nie ma być
serce działa bez umowy serwisowej
grawitacja nie składa wniosków urlopowych
a z miliardów możliwych pomyłek
my parzymy tę samą herbatę
historia szyła bitwy jak fastrygę
żebyś ty spóźniony o dwie minuty
mógł teraz grzebać w kieszeni
za światłem
kosmos nie odpowiada na listy intencyjne
planety krążą jakby znały adres
my gubimy imiona na schodach
w sekundę
wszystko jest chwilowe
więc nie do zdarcia
nawet kurz na regale
gwiezdny pył po nadgodzinach
w naszych pokojach