to nie są moje nogi
to obce kłody
rzucone w poprzek pokoju
to nie jest moja krew
to zimna woda
płynąca pod skórą
nie ma we mnie zgody na tę ciszę
gdy język kołowacieje
i brakuje słowa
choć jeszcze przed chwilą
było ostre
z ust wychodzi tylko bełkot
człowieka
który zapomniał
jak krzyczeć
moje ciało wystawiło rachunek
i gasi światło w kolejnych pokojach
najpierw zgasły schody
potem okna
teraz gaśnie wzrok
jestem zamknięty
we własnym kręgosłupie
chciałbym biec
jednak muszę liczyć oddechy
to wojna we mnie
którą przegrywam każdego ranka
kiedy słońce uderza w powieki
a ja nie mam siły podnieść ręki
tej ręki
kiedyś pewnej
dziś niezdolnej
utrzymać szklanki