wszedłem przez furtkę
niższą od mojego zdziwienia
trawa ukłoniła się pierwsza
zielony lokaj
z rosą przy kołnierzu
kwiaty mówiły kolorami
każdy
innym szeptem
tulipany stały sztywno
w zapiętych kielichach
i poprawiały płatki
po każdym westchnieniu
stokrotki śmiały się nisko
przy samych butach
jak dzieci
którym zabroniono mówić
fiołki schowały twarze
lecz zapach
wydał je pierwszy
mak w czerwonej koszuli
zasnął
nim dokończył zdanie
a niezapominajki
patrzyły tak błękitnie
że cofnąłem imię
do gardła
chciałem zapytać
dokąd prowadzi
ogród zaszumiał
wszystkimi liśćmi naraz
tam
gdzie ścieżka
rozdwaja się pod stopą
i każe wybrać
nim nazwiesz to życiem