– Otwórz – szepnęło dziecko spod łóżka.
Marek nie miał dzieci.
Od tygodnia słyszał nocami jego oddech, paznokcie na deskach, cichy śmiech, jakby ktoś uczył się oddychać od początku.
– Kim jesteś?
– Tobą, zanim nauczyłeś się milczeć.
Zapalił lampkę. Pod łóżkiem leżał jego stary miś, mokry, pachnący piwnicą.
– Czego chcesz?
– Żebyś oddał mi głos.
Na jego piżamie ciemniała plama, której już wcale nie pamiętał.
Zadzwonił do matki.
– Mamo, czy ja naprawdę spadłem wtedy ze schodów?
Po drugiej stronie zapadła cisza.
– Mareczku, przecież ty nie żyjesz od trzydziestu lat.
Poczuł nagle, że dorosłe dłonie są o wiele za duże.
Dziecko wyszeptało:
– Nie on. Ja.
Kategorie